
To już naprawdę koniec. Po dziewięciu latach i pięciu sezonach „Stranger Things” przechodzi do historii. Pytanie jaki finał otrzymaliśmy? Godny tak wielkiego tworu popkultury, a może jednak zostawiający nas z poczuciem niedosytu i rozczarowania?
Bo umówmy się, to nigdy nie był serial wyłącznie o potworach i starciach na śmierć i życia, a o sile przyjaźni i dorastaniu. I te emocje w epilogu wybrzmiały. Nie zmienia to jednak faktu, że główny wróg, którego budowano przez taki długi czas i starcie z nim, okazało się rozczarowujące.
Do tego kilka głupotek, kilka scen, które finalnie nie miały większego znaczenia, marne poczucie stawki i sekrety, które nie doczekały się rozwiązania.
Dufferowie zagrali bezpiecznie, tak żeby nikogo nie rozczarować i każdej postaci dać na koniec tych kilka chwil domknięcie jej historii, ale czy to sprawi, że ten finał przejdzie do kanonu, tak jak wcześniej zrobił sam serial jako wielkie wydarzenie popkulturowe? 🤔