
Gdzie leży granica reinterpretacji dzieła, które bierze się na warsztat przy okazji adaptacji?
Bo ostatnia, dość gorąca zresztą dyskusja wokół nowych Opowieści z Narnii od Netflixa pokazuje, że ludzi bardzo łatwo zdenerwować zmianami, które nie maja na celu niczego innego jak kontrowersje.
Kobiecy Aslan? No pewnie. Wyrzucenie do kosza logiki świata i jego chronologii? A dlaczego by nie? Widzieliśmy takich przykładów dość dużo, więc zaskoczenie jest niewielkie. Tylko dlaczego taki artysta, w tym przypadku Greta Gerwig, nie powie, że ta adaptacja filmowa to tak naprawdę zwykły fanfik?
Wpadajcie na kanał, bo mamy kolejny mocny temat, o którym warto pogadać ![]()